Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 maja 2009

Patek Philippe, c.d.

Siedzę i piszę. Opatentowałam system wzmagania skupienia, zwany potocznie zasłonami. Działa. Ludzie mają różnie, a ja ja jestem jak sie okazuje z tymch, których nadmiar bodźców mocno i skutecznie rozprasza. Anyway. Przekopywałam oficjalną stronę Patka (która notabene doprowadza mnie do szalu!) i natrafiłam na kolejny filmik.




Co ciekawe, wszytskie ich filmy są baaaardzo wolne, spokojne, a ich dlugość wykracza poza czas potencjalnego skupienia przeciętnego zjadacza obrazów ruchomych. No ale w sumie odbiorcy Patka, to dość wąska grupa Ziemian i oni prawdopodobnie żyją wolniej i spokojniej. Poza tym zegarmistrzowska cierpliwość na coś musi się przekładać. Na koniec jeszcze jedna, filmowa uwaga: okazuje się, że można oglądanie albumu przerobić na scenariusz...do pomyślenia :)

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

zapożyczenia




Dziś rano przeczesywałam sieć w poszukiwaniu inspiracji filmowych (tak tylko na marginesie: w tym roku po raz pierwszy od daaaaawna nie uczestniczyłam w Studenckich Konfontacjach Filmowych! co prawda coś za coś dostałam z nawiązką, ale zawsze). 
Natknęłam się na plakat do "Tatraku" Wajdy i od razu, jak tylko go zobaczyłam postanowiłam, że ten film obejrzę. I to w kinie, a jak wiadomo w dzisiejszych czasach ma to duże znaczenie! 

Pomijając moje kinowe zamiary chciałam się tylko trochę pozachwycać nad tym co widać powyżej. prosta forma, głębia, jakaś taka ostrość i dużo tajemnicy.
Są oczywiście i wady. Zupełnie nie rozumiem dlaczego wśród liter  tytułu pałętają się zielone imitacyjki trawy, listków, tataraku...? Mimo wszytsko jest to taki plakat, który spokojnie mogłabym powiesić na ścianie w swoim mieszkaniu. 

A więc siedzę tak siedzę, piję stygnącą kawę, odganiam resztki snu, który nie wiedzieć czemu wciąż atakuje i nagle mnie olśniewa! W niedowierzaniu przeszperałam sieć raz jeszcze i złapałam uciekającą myśl za nogę - znalazłam dowód. Inspiracja wydaje się być oczywista, albo jest to niezwykły zbieg okoliczności. Raczej jednak to pierwsze. Edward Hopper, proszę Pańswta. Tylko, żeby wszytsko było jasne: nie wytykam palcem, nie wyszydzam i nie potępiam. Chcę tak więcej i więcej. I niech mnie tak olśniewa, bo to bardzo miłe.

Dobrego dnia!


poniedziałek, 16 czerwca 2008

Bal Przebierańców ożywa :)

jestem z nas bardzo dumna :)
premiera w przyszly poniedzialek w stolycy:)



oficjalna strona filmu:
www.balprzebierancow.prv.pl

niedziela, 9 marca 2008

Ups and downs



Ostatnich pare dni to balkanska gra na emocjach ("Posterunek graniczny" i "Odgrobadogroba") czasami siegajaca natezenia rodem z thillera ("Sierociniec") i jak zwykle pokrecona love story ("Ogród Luizy" - 'ja nie jestem zadna Lu!':), lot na hawaje przez morze rudej, dzien kobiet w Slupskiej, rozmowy z 'zyczliwymi' kolegami, spotkania po latach i wyznania milosci. Jednym slowem: rollercoaster po staremu, tylko ze wciaz nie wiem co mam o tym wszytskim myslec...


Tymczasem wzmocniona 2 colami, czerwona herbata i uzbrojona w puszke tajemniczego napoju o wiele obiecujacej nazwie 'max power' zabieram sie za nauke. Jak zwykle w srodku nocy. Co tam. Jutro kolejny dzien wypelniony punkcikami do odhaczenia od gory do dolu. Takie sa najlepsze, bo nie ma czasu myslec. Log out.

poniedziałek, 3 marca 2008

niedzielno-poniedzialkowa passa

nie chce zapeszac, ale co tam. mam 2 dobre dni z rzedu. to na prawde ostatnio prawdziwa rzadkosc. przy czym 'ostatnio' to chyba lekkie niedopowiedzenie, bo jak sie nad tym zastanowie, to mowie o dluzszym okresie czasu. moze dzieje sie tak dlatego, ze w koncu porzadnie sie wyspalam kilka dni z rzedu, moze dlatego ze przyszla emma, a jak wiadomo anomalia pogodowe pociagaja za soba anomalia w samopoczuciu, a co za tym idzie zachowaniu ludzi, moze po prostu 2 dni z rzedu poswieca slonce, a moze wreszcie idzie wiosna. taka doslowna i taka w przenosni. no bo ilez mozna :)

moze to dlatego ze jem normalne posilki, bo chce mi sie zadac sobie troche trudu i je urozmaicic tak, zeby spozywac produkty ze wszytskich grup zywieniowych (chyba jakos tak to sie nazywa:). jak pomysle jakie kulinarne zbrodnie popelnialam ostatnio to az samej sobie nie wierze, ze gotowanie tak mnie krecilo kiedys. no a kreci przeciez (swoja droga nie moge doczekac sie az na ruskiej bede mogla kupic sobie siate zywego szpinaku za grosze, bo stopien zmielenia mrozonego juz mnie zaczyna lekko irytowac).
a moze to dlatego ze sa konfrontacje filmowe, a jak siegam pamiecia (zabrzamialo powaznie, oj:) to zawsze ten okres byl czasem zmian, przepoczwarzen, metamorfoz i nowosci. 2 dobre dni i 2 dobre filmy.




Wczoraj "Twardziel" (Knallhart). Film mimo tematu, ktory przed projekcja wydal mi sie oklepany do bolu (mlody chlopak z rozbitej rodziny 'daje rade' handlujac dragami) bardzo mile mnie zaskoczyl. fenomenalne zdjecia w stonowanej kolorystyce (bardzo 'miejskie' o ile ktokolwiek czuje co moge miec na mysli). Swietna sciezka dzwiekowa, i naturalne, nienuzace tempo. az sie sama zdziwilam, bo mecza mnie filmy o mafii, lamaniu nosow i niesprawiedliwosci swiata tego. No i to kolejny film ktory coraz bardziej przybliza mnie do przyznania racji Pewnej Teorii o wyzszosci kina niemieckiego :) naprawde nie ma sie do czego przyczepic :)



Dzis z kolei obejrzalam koprodukcje argentynsko-francusko-hiszpanska "XXY". O czym byl ten film? Tu mam problem, bo jesli by sie nie zaglebiac, to byl o hermafrodyzmie i perypetiach dojrzewajacego mlodego czlowieka, ktory oprocz calej fury problemow jaka sie ma w tym okresie musi jeszcze zadecydowac czy ma byc kobieta czy mezczyzna, bo natura nie raczyla byla zalatwic za niego tej kwestii. W sumie jak na jeden film to wystarczyloby tresci, ale przy okazji mozna sobie zadac mnostwo innych pytan: o rodzine, o stosunek rodziny do dziecka, o oparcie jakiego dziecko moze szukac u rodziny, o zrozumienie odmiennosci, o milosc, o ciekawskosc, zaufanie, przyjazn, odwage i o to co naprawde w zyciu sie liczy. Moze naiwnie to brzmi, ale jakos nieszczegolnie mi glupio. Chwila wzmozonego myslenia po seansie, i proba odpowiedzenia sobie na jakkolwiek naiwne pytania nie jest chyba czasem straconym.

No i znow podobaly mi sie kolory, ale najwiekszy z 'produkcyjnych' plusow za lokacje - dzikie plaze gdzies w Urugwaju, i bardzo filmowy dom, gdzie mieszka rodzina glownej bohaterki/bohatera (zwlaszcza widok na ocean, ktory mozna podziwiac lezac sobie w lozku!!!)

Zamyslilam sie troche.

A tak z prywatnego podworka: znienacka poskoczyl mi nagle poziom kreatywnosci i robilam dzisiaj efekty specjalne do promocyjnego filmu uczelnianego (produkcja K&J).

Jutro bardzo precyzyjnie zaplanowany dzien, wiec zegnam ozieble: cmox!
Blog Widget by LinkWithin