Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwal. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 lipca 2009

Inne Brzmienia Art'n'Music Festival


Od piatku w Lublinie po raz drugi odbywają sie Inne Brzmienia - festiwal, który wystartował w zeszłym roku i od razu zdobył uznanie - zarówno krytyki jak i mieszkańców miasta. Jakimś cudem zaistniał (śladowo bo śladowo, ale zawsze) w ogólnopolskich mediach.



W tym roku, z przyczyn wiadomo-ogadano-kryzysowych line-up jest niby nieco skromniejszy, ale jak na razie nie zawodzi.

Otwarcie odbyło się w bazylice OO Dominikanów. Akordeonowy zespół Motion Trio zagrał kompozycje własne oraz Góreckiego, Lutosławskiego, Kilara i Nymana. To co ci panowie wyprawiali z brzmieniem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Niby trzy harmoszki, a słychać potężne organy, orkiestrę smyczkową, basowy bit, strzały na polu walki i mogłabym tak pisać jeszcze i jeszcze. 
Do tego było widać, że granie sprawia zespołowi czystą radochę, a to zawsze przekłada się na odbiór nuty. Uprzejmie proszę ich sobie zgóglować.


Motion Trio podczas próby u Dominikanów (c) Lu

W drugim dniu koncerty przeniosły się z kościoła na Rynek Starego Miasta.
Rozpoczęła Gaba Kulka - kolejny beniaminek polskiej sceny muzycznej. Jest ok, ma dobry głos, ale mnie jakoś nie powala. Choć na pewno będą takie momenty, w których idealnie wpasuje się w nastrój. 

Zaraz po niej szalony zespół z UK - Peyoti for President, który porwał publiczność jakąś kosmiczną mieszaniną stylów, rytmów, języków i barw. Frontman zespołu powiedział, że ich płyta nie ukazała się w PL, bo obawiano się że to się nie spodoba (aka: sprzeda). Nie wiem kto podejmuje takie bzdurne decyzje...ale żeby nie wdawać się w zawiłe meandry układów decyzyjnych polskiego przemysłu fonograficznego, zakończe tak - 5 minut po koncercie zostały sprzedane WSZYSTKIE płyty pzywiezione przez zespół, a tanio wcale nie stały.


Peyoti for President na Innych Brzmieniach w Lublinie (c) Lu

Na koniec klezmerski projekt międzykontynentalny The Arc. Trochę przynudzili, a potem ponoć dowalili, że och. Ja jednak nie wytrwałam, więc nie mogę o nich nic napisać.
 
Dziś kolejna porcja Muzyki, i tak do wtorku. Dużo nowych, niesłyszanych dotąd dźwięków. Ja ten festiwal naprawde uwielbiam, choć może nie tylko z muzycznych względów :)

Muszę się jednak troche poskarżyć. Zawsze pisząc takie posty staram się podpinać stronki źródłowe i tym podobne, żeby można sobie było łatwiej wyszperać jakieś niusy, jeśli kogoś poczuje dzięki postowi taką potrzebę (szczerze mówiąc nie mam pojęcia czy to się kiedykolwiek wydarzyło). Dzisiaj nie mogę tego zrobić, bo pod niby-adresem oficjalnej strony festiwalu (www.innebrzmienia.pl) znajduje się oferta organizatora i zakładka, z danymi z zeszłorocznej edycji [sic!]. Jest też majspejs (www.myspace.com/innebrzmienia) który ma nową oprawę graficzną, ale w treści jest jedynie program, bez opisu zaproszonych zespołów, a w większości nie są to przecież znane projekty. Do tego największa zaleta majspejsa - muzyczne próbki które nijak (poza dwoma wyjątkami) nie łączą się z tegorocznym lajnapem.
Może znalazłam nie to co trzeba, w związku z tym się czepiam. Wydaje mi się jednak, że festiwal pretendujący do rangi przynajmniej 'rozpoznawalnego w kraju', mający na celu promocję miasta itd itp mogłby dopracować tak podstawowe szczegóły jak oficjana strona festwiwalu. 
I żeby nie było - czepiam się tylko dlatego, że kibicuje temu miastu z sektora żylety i po prostu chciałabym, żeby to co oferuje było na możliwie najwyższym poziomie. A tu skucha.

Ale Brzmienia cudne :)

czwartek, 25 czerwca 2009

Brave we Wro

Od 3 do 11 lipca we Wrocławiu po raz kolejny obdędzie się Brave. Festiwal jakiego nie ma u nas nigdzie indziej. Wart uwagi, choćby dlatego, że czytając line-up kojarzymy jedynie nazwy krajów. Nie będę się ropisywać, bo piszą o sobie sami. Na stronce głównej i na blogu, na którym na żywo pojawiają się informacje na temat postępów organizacyjnych, i mam nadzieję - również wydarzeń festiwalowcyh.  


Ja nie będę się mogła pojawić na Brave w tym roku. Tak, wiem...znów. Kiedyś sie uda. Na razie kibicuję ze ściany wschodniej (w tym roku reprezentowanej przez dziewczyny ze Szkoły Muzyki Tradycyjnej) , trzymam kciuki i czytam njusy. 

sobota, 23 maja 2009

wielkie małe instrumenty



W ferworze przedczerwcowych przygotowań wyrwałam się ze znajomymi na koncert w ramach I Festiwalu Tradycji i Awangardy Muzycznej Kody.  Przede wszytskim samemu festiwalowi i organizatorom (pomysłodawcom?) należy się wileki szacun. Bo to w naszym kochanym Lublinie, możemy być świadkami wydarzeń muzycznych na światowym poziomie, wydarzeń inspirujących, pouczających i po prostu ważnych. Nie będę się rozpisywać na temat samej idei festiwalu ani o zaproszonych arystach i projektach. To wszytsko do wyczytania na ich stronie, czy majspejsie (tu i tu warto wejść).

Chciałabym jednak dwa słówka więcej o koncercie - spektaklu, który odbył się wczoraj wieczorem na wirydażu klasztoru o.o. Dominikanów w Lublinie właśnie. Wysąpiły Małe Instrumenty z projektem Elektrownia Dźwięku. 

Kto zna, ten wie, kto nie zna ten w swoim czasie usłyszy i sam się zachwyci. Grupa składa się z sześciu muzyków grających na zabawkach, miniaturowych instrumentach, pompkach od roweru, i całym mnóstwie przedmiotów i przedmiocików, których widz nawet nie jest w stanie wypatrzeć. 

Zadebiutowali w 2007 na Festiwalu Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu, gdzie grali na żywo do filmów Antonisza (wszytsko do znalezienia na nieocenionym youtubie, lub pod tym zdaniem). Lepszych flapperów naprawę dla Mistrza od Jamniczka nie ma na świecie. Miałam okazję być na tamtym pokazie i podobnie jak cała publiczność zostałam zupełnie oczarowana i porwana w wir szaleństwa i radości jaki wytwarzają Małe Instrumenty. 

No a teraz przyjechali do Lublina z najnowszym projektem Elektrownia Dźwięku. Na scenie oprócz zabaweczek - pisząc 'zabaweczki' zastanawiam się czy to nie jest krzywdzące, bo w rękach zespołu to po prostu są regularne instrumenty, tyle że w małych rozmiarach - tak więc oprócz nich pojawiły się się wielkie konstrukcje dźwiękotwórcze. Aż ciężko je opisywać, dlatego wklejam filmik, który uchyla rąbka tajemnicy. Trwa parę minut, ale jest świadectwem zdrowego szaleństwa, więc warto.



Spektakl był fenomenalny. Wytworzyła się absolutnie magiczna atmosfera baśni. Siedzieliśmy na klasztornym wirydażu, który jest w trakcie remontu, więc pełen jest betoniarek, starych żeliwnych wanien, w których miesza się zaprawę, czy trzyma piasek, stoją jakieś szczątkowe rusztowania. Pada deszcz, a raczej popaduje, bo trzeba deszczowi przyznać, że odpuścił na czas przedstawienia. Zaczyna się opowiadanie o Elektrowni Dźwięku, w której światło wytwarza się z dźwięku, a która stoi na progu upadku, ale wciąż zostało w niej kilku wiernych, oddanych pracowników... Siedzieliśmy wszyscy absolutnie wciągnięci w to co działo się na scenie, otwierając buzie jak małe dzieci, z zachwytu nad kolejnymi pomysłami na dźwięki. To był cudowny majstersztyk! Ukłony dla Zespołu, ukłony dla tych, którzy wymyślili, żeby Małe Instrumenty ściągnąć do Lublina.
Blog Widget by LinkWithin